26 czerwca (niedziela)

Tego dnia zaplanowaliśmy wyjazd poza miejsce zakwaterowania. Pora na poznanie najbliższych rejonów Peljesaca. Po śniadaniu i kawce wypitej tradycyjnie na balkonie podczas delektowania się czarującym widokiem zapakowaliśmy sprzęt plażowy i wyruszyliśmy na pierwszą z ładniejszych plaż – Divnę.

Po drodze zjechaliśmy do miasteczka Trpanj, gdzie odbyliśmy krótki spacer i zrobiliśmy zakupy.

Trpanj to niewielkie miasteczko, w którym na nabrzeżu znajdują się tawerny, sklepiki, stoiska z warzywami i pamiątkami. Przypływa tu także prom samochodowy z Ploče na lądzie. W Trpanj jest bank (w niedzielę nieczynny) i bankomat, z którego można zaopatrzyć się w lokalną walutę. Miasteczko przyjemne, w tym terminie niezatłoczone.

DSCN9828

DSCN9830

DSCN9831

DSCN9832

DSCN9838

Po spacerze i załatwieniu potrzebnych sprawunków ruszamy do naszego głównego celu, którym jest plaża Divna.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Po zjechaniu z głównej drogi z Trpanj szosa jest nadal asfaltowa, choć już węższa i dość kręta, zatem trzeba być ostrożnym przy mijaniu się z autami nadjeżdżającymi z naprzeciwka.

Screenshot 2016-07-07 22-19-20

Po pokonaniu ok. 10 km naszym oczom ukazał się uroczy, nieco turkusowy widok:

To znana Divna – malutka osada składająca się z kilku domów, niewielkiego kempingu i ładnej plaży. Warto tam zajrzeć, bo woda tam jest bardzo ciepła i bywa niesamowicie turkusowa. Małym minusem jest brak parkingu – parkuje się wzdłuż wąskiej drogi, ewentualnie na poboczu zakrętu, ale miejsca jest niewiele.

Plaża i woda podobała nam się, choć nie zrobiła na nas ogromnego wrażenia. Być może powodem były widziane tam śmieci oraz kemping znajdujący się tuż przy plaży. Myślę, że kiepskie parkowanie też przyczyniło się do tego, że tam nie wróciliśmy.

Jedno jest pewne: będąc na półwyspie Peljesac warto tam zajrzeć.

Zapisz

Zapisz

24 czerwca 2016r. (piątek)

Wyjazd godz. 4.10 rano.

Ku naszemu zaskoczeniu na trasie duży ruch. Jedziemy trasą na Katowice, Ostrawę, Wiedeń,  Zagrzeb, Szybenik, Ston i Sreser na Pelješac. Screenshot 2016-07-06 22-11-59Jest piękna słoneczne pogoda, termometr wskazuje 20 stopni. Droga mija płynnie,  korków brak.

Granicę słoweńsko- chorwacką przekraczamy o godz.13.20, temperatura 31 stopni. Na trasie chorwackiej mamy dwa płatne odcinki:

Bramka 1 – 48 kn/ 6, 50 €

Bramka 2 – 27 €

SRESER

Na miejscu czyli w Sreserze jesteśmy o godz. 20.10. Apartament mamy zarezerwowany w villi Deak. Gospodarze życzliwie nas witają już przed domem.

Tego wieczoru odpoczywamy siedząc na tarasie i podziwiając spokój okolicy oraz piękne widoki.

20160624_201131

sreser

Następnego dnia tuż po piątej rano budzi potężna burza. Nie, tylko nie to!!

Na szczęście około południa rozpogadza się, więc udajemy się na rozeznanie najbliższej okolicy. Sreser to mała miejscowość,  niezwykle spokojna i dość urokliwa. Idąc w stronę wjazdu do miejscowości mijamy ciąg betonowej „plaży”, na której gdzieniegdzie leżakują plażowicze. Co jakiś czas grunt wysypany jest żwirem. Miejsca dużo,  każdy ma swoje miejsce w swobodnej odległości od innych. Z kolei idąc ścieżką w drugą stronę od naszego domu szybko dochodzi się do wąskiej ścieżki pomiędzy skałkami, którą dochodzi się do odizolowanych miejsc, gdzie bez towarzystwa innych można rozłożyć się na płaskich ogromnych kamieniach i w ciszy delektować się kameralnym nastrojem i kąpielą, uważając na występujące tam jeżowce.

W miejscowości jest jedna pekara (sklepik – piekarnia), jeden minimarket i jeden bar. Czasami rozstawia swoje „stoisko” z warzywami i owocami własnej uprawy miejscowa gospodyni. Lubimy takie spokojne, niewielkie miejscowości. Panuje tutaj swojska, przyjemna atmosfera.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Przedwczoraj wróciliśmy z naszych krótszych w tym roku wakacji. Korzystając z wolnych jeszcze dni postaram się utrwalić nasze wspomnienia z dziesięciodniowego pobytu na Pelješacu.

Przypomnijmy za Wikipedią:

Pelješac – półwysep w południowej części dalmatyńskiego wybrzeża Chorwacji, na północny zachód od Dubrownika. Ma długość około 66 km, do 7 km szerokości i około 348 km² powierzchni. Górzysty, ukształtowany wraz z całym pasmem Gór Dynarskich – źródło: wikipedia.pl.

Decyzja o spędzeniu urlopu w Chorwacji zapadła, gdy okazało się, że mąż w lipcu nie dostanie urlopu a sierpień będzie miesiącem uroczystości weselnych. Z trudem wyłuskane 10 dni na przełomie czerwca i lipca trzeba było zatem spędzić gdzieś niedaleko, by nie tracić kilku dni na dojazd i przyjazd.

Od razu na myśl przyszła ukochana Chorwacja, ale…. Ostatnie lata pokazały, że najeżdżają ją tłumy turystów – przynajmniej w tych rejonach, gdzie stale bywaliśmy. Zatem na pewno nie tam, choć serce tęskni…

Wiele wieczorów zimowych przeznaczyłam na poszukiwanie i zdobywanie informacji o zakątkach Chorwacji, w których jeszcze nie byliśmy. Ostatecznie w lutym decyzja zapadła: Pelješac.

Po długich poszukiwaniach zarezerwowałam kwaterkę w miejscowości Sreser.

I zaczęliśmy odliczać czas do wyjazdu :)

Peljesac winem płynący.. tak właśnie mówi się o tym półwyspie. Dlaczego?

Winnice na Peljesacu

Winnice na Peljesacu

 

No i już wszystko jasne 😉 Na półwyspie znajduje się mnóstwo winnic, a dzięki wyjątkowemu ukształtowaniu terenu oraz ilości słońca powstają tu pyszne wina, często uznawane za jedne z najlepszych w Chorwacji. Dingač, Prošek, Plavac, Pelješac, Postup czy Rukatac to tylko niektóre z win, które warto spróbować. Można je kupić w  wielu winiarniach na Peljesacu, ale najbardziej chyba znaną jest przecudna winiarnia Matuško znajdująca się w miejscowości Potomje. Właściciele umożliwiają czasem zwiedzanie piwnic winiarni oraz degustację wina.

Oprócz winorośli uprawia się tutaj również oliwki, z których pochodzi jedna z najlepszych oliw z oliwek czyli maslinovo ulje.

Poza tym sam półwysep jest górzysty i zielony – pomijając tereny zniszczone przez pożar, który pochłonął ogromne ilości drzew i krzewów. Straty widoczne są na niektórych ze zdjęć.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Skiathos i Skopelos to dwie wyspy na Morzu Egejskim, w archipelagu Sporadów Północnych.

Spędzając trochę czasu na Skopelos nie można pominąć obejrzenia miasteczka Skopelos. Oczywiście jak to zazwyczaj w Grecji bywa jest to bardzo klimatyczne miasteczko, szczególnie gdy człowiek zagłębi się na spacer w malutkie uliczki.

Samo nabrzeże w Skopelos jest to szereg tawern i restauracji. W ciągu dnia prawie puste, wieczorami wypełniające się spacerowiczami, aczkolwiek nie ma tam tłumów. Siedząc przy stolikach tuż przy deptaku można mieć wrażenie, że wpływające promowe olbrzymy przybiją dziobem do stolika:)

Skiathos

Płynąc promem z Volos na Skopelos pierwszy przystanek, na którym jest mała roszada podróżnych to Skiathos. W pierwszych planach to właśnie tam mieliśmy mieć zakwaterowanie. Jest to wysepka dość skomercjalizowana ze sporą bazą turystyczną. My obejrzeliśmy ją tylko z promu :)

Muszę przyznać, że miejscem, w którym koniecznie chciałam być to Cape Amarantos – leżące na południowym krańcu wyspy.

Jest to przeurocze miejsc, gdzie nie docierają jeszcze tabuny turystów. W tym miejscu nagrywane były również sceny do filmu Mamma Mia. Podczas piosenki Our last Summer, to właśnie na Cape Amarantos biesiadują ojcowie z Sofią. Widać to od pierwszej minuty poniższego fragmentu filmu:

Ostatnio brakuje mi czasu zatem kilkanaście dni minęło od ostatniego wpisu. Trzeba się jednak zmobilizować, gdyż z czasem pamięć zawodzi…

Kolejnego dnia pojechaliśmy na plażę Kastani – znana z filmu Mamma Mia. To tutaj np. Tanya wykonuje piosenkę „Does Your Mother Know”

Sophie i Sky śpiewają „Lay All Your Love on Me”

Plaża nie jest bardzo duża, dość ładnie położona, ale prawie cała zagospodarowana leżakami, parasolami. Zdecydowanie ładniej było zanim dotarła tu po filmie komercjalizacja. Szczerze przyznam, że według nas leżaki i parasole zepsuły urok tego miejsca. Jeśli ktoś lubi komercjalizację, to miejsce jest dla niego.

Było już późne popołudnie toteż nie pocieszyliśmy się kąpielą i opalaniem. Krótki spacer wzdłuż plaży i  kilka zdjęć.

Inną plażą na której byliśmy jest Limnonari– położona w zatoczce, kamienista – niestety z jeżowcami. Są tam też parasole, leżaki i restauracja. Stamtąd zachowały mi się kiepskie zdjęcia: plaża i zjazd do niej. Ta plaża nie podobała nam się.

Do tej pory pokazałam tylko plaże, ale są inne miejsca które nas zauroczyły. Wśród tych miejsc jest kościółek Agios Ioannis – jak dla mnie cudeńko. Może nie sam budynek, ale miejsce w którym jest: olbrzymia skała umiejscowiona w wodzie.

 

 

Do kościółka wchodzi się po ponad stustopniowych schodkach. A na górze można podelektować się pięknymi widokami.

Kto oglądał musical Mamma Mia ten wie, że w tym miejscu była nagrywana finałowa scena, w której aktorzy udają się do kościółka na ślub Sophi (Amanda Seyfried), a Meryl Streep śpiewa „The winner takes it all”.

Muszę przyznać, że ten film niejednokrotnie pomagał mi w cięższych chwilach. To „ciepło z niego bijące”, ta jasność słońca, widoki Grecji w połączeniu z muzyką ABBY pozwalały przetrwać np. jesienne, smętne wieczory :)

Bliziutko skałki  jest Agios Ioannis Beach – malutka, urokliwa plażyczka.

c.d.n.

Na Skopelos spędziliśmy tydzień. Razem z przyjaciółmi mieliśmy w posiadaniu cały domek z basenem na podwórku. Położony wysoko na wzgórzu dawał możliwość ciągłego podziwiania całej zatoczki miasteczka Skopelos. A położony był wysoko… Mieliśmy problem z dojazdem. Wskazane tam jest auto o wysokim podwoziu i z napędem na cztery koła:

Wyspa nie jest duża, więc spokojnie przez tydzień można ją zwiedzić. I tak poczynając od samego miasteczka: nieduże, spokojne bez tłoku. W porcie szereg tawern, restauracji, sklepików z pamiątkami. Troszkę dalej idąc ulicą od portu dojść można do warzywniaków i większych sklepów samoobsługowych, wypożyczalni aut i skuterków.

 

Pierwszą plażą na którą udaliśmy się była Glysteri, położona pomiędzy wzgórzami w cichym, ustronnym miejscu. Jadąc w jej kierunku podziwialiśmy widoczki:

Druga plaża na którą zawitaliśmy to Hovolo. Kameralna, bardzo przyjemna plażyczka.

Następna plaża to Milia:

 

Kilka miesięcy planowania, podekscytowania po czym niespełna trzy tygodnie podróżowania i przeżywania… Dobrze, że zostały wspomnienia i „trochę” zdjęć.

Zgodnie z planem, tego lata udaliśmy się ponownie do Grecji – tam jest jeszcze tyle do zobaczenia… Każde z miejsc, które już tam zwiedziliśmy jest inne i piękne. Z jednej strony chce się powtórzyć niektóre z nich, z drugiej, czeka tak wiele w kolejce… W tym roku poszliśmy na kompromis: ja postawiłam na Skiatos i Skopelos a na prośbę małżonka wróciliśmy na Lefkadę. Wróciliśmy, bo tam byliśmy dwa lata temu. Jednak tym razem zobaczyliśmy wiele nowych miejsc, plaż, do których poprzednio nie dotarliśmy. Plan wyjazdu z radością zaakceptowała latorośl, dorzucając swoje przysłowiowe trzy grosze w postaci kilku dni w Chorwacji w drodze powrotnej do domu, co jak najbardziej nam się podobało… :) Tradycji stało się zadość :)

Wracając do Sporadów: to było moje marzenie od momentu obejrzenia musicalu „Mamma Mia”. Wtedy nie wierzyłam, że kiedyś uda nam się zawitać na te wysepki. A jednak się udało!! :):)

Na Skopelos mieszkaliśmy przez tydzień w domku położonym na wzgórzu, z którego podziwialiśmy zatokę. Nie zabrakło basenu, ciszy – właściwie nie, ciszy nie było, bo cykady grały tam niesamowicie!

Miejsce zakwaterowania na Skopelos:

Po tygodniu na Skopelos przejechaliśmy na wspomnianą Lefkadę. Tam wróciliśmy do przesympatycznego Nicka, u którego gościliśmy w 2013 roku. Duży apartament z balkonem, z widokiem na Morze Jońskie. Codziennie oglądaliśmy przepiękny zachód słońca sącząc zimne piwko lub lokalne winko i zajadając ser, oliwki bądź sałatkę grecką z lokalnych warzyw… Pyszota:)

 

Galerie:

Skiatos

Skopelos

Lefkada

 

Zbyt długo w tym roku trwała szarość… Brak zimy spowodował u nas jakąś nicość. Nawet wyjazd na kilka dni na narty  w Tatry nie przyniósł nam spodziewanej radości, gdyż pogoda nie sprzyjała dobrym warunkom na stokach.

I tylko nadzieja na wyjazd letni utrzymuje nas w przyzwoitych nastrojach;) To letnie „ładowanie akumulatorów” jest nie do zastąpienia. Ładowanie akumulatorów – tak nazywamy nasze letnie wyjazdy. Ładujemy się, by znowu przebrnąć przez kolejne miesiące np. w pracy. I jak w piosence:

„…iść, ciągle iść w stronę słońca, w stronę słońca aż po horyzontu kres…”

Słońce – to jest to! Uwielbiam go :)

Tęskniąc za nim zaplanowaliśmy najbliższe wakacje –  dwa tygodnie w Grecji:

  • pierwszy tydzień na wyspie Skopelos,
  • drugi tydzień na Lefkadzie (powtórnie tam zawitamy).

Kwatery zarezerwowane, czas na opracowywanie programu 😉